Co roku piekę pierniczki.
Zaczeliśmy dawno temu, gdy dzieci były małe, głównie by fajnie spędzić razem czas, by pachniało Świętami i by mieć taką małą ,wspólną tradycję.
Korzystałam z różnych przepisów, wszystkie oscylowały wokoło pierniczków z IKEA czyli ciasteczek o najdziwniejszej nazwie na świecie -Pepparkakor.
Moje pierniczki słyną z :
twardości
smaku
zapachu
twardości
W domu są nazywane:
krakerniczkami( bo chrupią)
koksowniczkami bo bywają przypalone
Podobno rzucone wbijają się w ścianę jake te gwiazdki od ninja:)
Prawie nigdy nie udaje mi się uchować ich do Gwiazdki, mimo ukrywania w najdziwniejszych zakamarkach puszek z ciastkami, zawsze je jakoś znajdują i pożerają.
W tym roku wykorzystałam przepis Liski z mojego ukochanego bloga White Plate
Spaliłam tylko jedną blachę i tylko trochę:) Hurrra
Wyszły pyszne, polecam bo są bardzo łatwe w wykonaniu. Ja nie dałam goździków, bo ich nie lubię, reszta jak w przepisie. Wyszły mi z niego 4 blachy. Zagniotłam ciasto w malakserze.
Prawie nic już nie zostało.
Muszę robić znowu:)
A wy pieczecie pierniczki?





















