Mam bzika na tle Świąt.
Serio.
Nie wiem kiedy to się zaczęło. W dzieciństwie Gwiazdka była magicznym okresem w moim domu. Wszystko jak z filmów Disneya ( jedynie czasy komuny były no cóż komuną)
Gdy sama założyłam rodzinę i pojawiły się dzieci świąteczna gorączka zaczyna mnie łapać powoli już po Wszystkich Świętych.
No wiecie, słuchanie piosenek z Last Christmas na czele, puszczanie do znudzenia wysłużonego CD z Ally McBeal: A Very Ally Christmas , piosenki z soundtracku Love Actually i stare szlagiery
Pełen szał.
Potem dochodzą filmy.
I nie mówię tu o Kevin sam w domu( chociaż też jest ok).
To raczej:
Love Actually
Opowieść wigilijna
Holiday
obie części Bridget Jones
Ekspress polarny
Ja cię kocham a ty śpisz
Wiedzmikołaj
W tym roku czekam na nowy sezon Sherlocka ( tak, wiem, mam na jego tle fioła :)
Wieszam lampki na oknie w kuchni i gdzie się tylko da ( kocham lampki)
Piekę pierniczki
Wymyślam i kupuję prezenty
Sprzątam ( cały czas bo oni cały czas brudzą)
Spaceruję po Krakowkim Przedmieściu i podziwiam światełka
Potem pojawia się choinka, ozdoby, robimy karpia w galarecie
A potem jest już Gwiazdka i jedziemy do moich cudownych rodziców
I jest tak dobrze, pięknie i cudownie, że ach.
Oczywiście nie obywa się bez wpadek.
Okna nie są umyte, kanapy trzeba by wymienić, a wszystko pomalować, mam jeden słownie obrus,
pierniczki potrafią być tak twarde, że rzucone wbijają się w ścianę,
rybę robimy do 2 nad ranem i nigdy nie pamiętam ile dodać żelatyny, moje opakowania prezentów są dalekie od ideału, w tle wciąż Michael śpiewa : last Christmas....
Ale i tak to kocham
Jutro idę polować na prezenty razem z mamą i moją siostrą. Oby nam się udało:)
A wy lubicie Gwiazdkę?







