Moja mama zawsze była piękną, zadbaną kobietą. I jest taka nadal, mimo upływu czasu. Myślę, że moje kosmetyczne zamiłowania wzięły się właśnie od niej, od patrzenia jak się malowała na wyjścia na tańce, albo do pracy.To jej perfumy, kremy, szminki i czarną kredkę pamiętam z samych początków przygody z kosmetykami.
A także jej rady. Warto słuchać się mamy.
Nigdy nie dotykaj twarzy, gdy masz trądzik, a zwłaszcza brudnymi łapami w ciągu dnia.
Absolutnie nie wyciskaj krostek.
Nie reguluj sama brwi bo sobie je zniszczysz ( nigdy nie rób cieniutkich jak niteczki)
Maluj się z umiarem i odpowiednio do okoliczności.
Czarna kredka dookoła oka zmniejsza oko i wygląda kiepsko na młodziutkiej twarzy
Posklejane rzęsy nie dodają urody.
Domowe maseczki to dobry pomysł. Mycie buzi płatkami owsianymi, plasterki ogórka na oczy.
Demakijaż to podstawa.
Obdrapany lakier na paznokciach jest nie do przyjęcia.
I wiele innych rzeczy. O takich podstawowych jak czystość nawet nie wspominam.
Potem moim przewodnikiem w świecie kobiet była Filipinka. Ale to już inna historia.
A jakie rady dawały wam wasze mamy?
