Oglądałam niedawno jeden z moich ukochanych filmów Śniadanie u Tiffaniego.
Dostałam na DVD fantastyczny box z 6 filmami z Audrey Hepburn ( dzięki kochana J:) i jest tam słynne Breakfast at Tiffany’s z 1961 roku.
Nie wiem ile razy już widziałam ten film, ale za każdym razem oglądam go z zapartym tchem.
Audrey Hepburn uważała, że została źle obsadzona w roli uroczej Holly Golightly, a teraz większość ludzi kojarzy ją głównie z tego filmu. Jej twarz z lookiem stworzonym do roli zdobi niezliczone plakaty i gadżety, a jej styl jest kopiowany wciąż od nowa i stał się ikoną.
Najdziwniejsze jest to, jak aktualny jest ten film mimo upływu tylu lat.
Holly Golightly jest wiecznie żywa. Nie brak dziewczyn żyjących tak jak ona. Pogoń za pieniędzmi, miłością i ciuchami z kotem w tle. Może nie porównałabym Holly do galerianek, ale jej styl zarabiania pieniędzy niebezpiecznie zbliża ją do pięknych studentek z ogłoszeń towarzyskich.
Całe szczęście w filmie Miłość wygrywa, Kot jest odnaleziony i wszystko kończy się dobrze.
Autor - Truman Capote nie był zadowolony z wyboru aktorki do roli głównej, chciał Marylin Monroe, ale ona nie przyjęła propozycji, obawiając się zagrania dziewczyny swobodnych obyczajów.
Zdjęcia do filmu rozpoczęły się ledwie w 3 miesiące po tym jak Audrey urodziła syna, a w filmie jest taka szczuplutka, jej szyja w niektórych ujęciach jest aż przeraźliwie chuda. Bohaterka filmu miała ledwie 19 lat, Audrey już 31.
Słynny styl Holly naśladują kobiety na całym świecie, jednak tak naprawdę 1 kultowa czarna sukienka projektu Huberta de Givenchy przewija się przez cały film. To dodatki, kapelusz, biżuteria odmieniają ją za każdym razem.
Piosenka Moon river została napisana specjalnie dla Hepburn i to jej uporowi zawdzięczamy jej pojawienie się w filmie, chcieli ją wyciąć w post produkcji, trudno sobie wyobrazić teraz film bez tej melodii.
Rolę Kota grało 9 kotów.
O jej makijażu, słynnych brwiach , pięknych kreskach, różowych, rozświetlonych policzkach można mówić godzinami, ale ja oczywiście zwróciłam uwagę na szminkę.
Przez film przewija się kilka odcieni kolarowych pomadek na ustach aktorki. Zresztą jej look z tego filmu jest jednym z najulubieńszych makijaży kobiet od 1961 r, tak samo jak jej czarne sukienki.
Ale jedna scena, słynna scena w taksówce zwróciła moją uwagę. Holly przebiera się i maluje usta. Ma złote lusterko i złotą oprawę pomadki, której marki nie widać w filmie. Za to kolor jest widoczny. Piękny blady brzoskwiniowy róż.
Słowa: A girl doesn't read this sort of thing without her lipstick
Pomadka której użyła była stworzona specjalnie dla niej przez Revlon i nazywała się Love in the Afternoon. Ta szminka sprzedaje się od 54 lat z numerem 415, i nazywa się teraz Pink in the afternoon niesamowite, prawda?
fot światło dzienne RevlonPink in the Afternoon
Podobny kolor w delikatniejszej, mniej kryjącej wersji znajdziecie w szmince Guerlain Rouge Automatique Jardin de bagatelle.
fot na ustach światło dzienne Guerlain Rouge Automatique Jardin de bagatelle. Lubicie Śniadanie u Tiffaniego ?
No i jest nowy rok, cyfra 5 na końcu daty zdaje się napawać ludzi dobrymi uczuciami. Ciekawe czemu?
Na blogach, jak to na koniec roku bywa, mamy wysyp postów z podsumowaniem poprzedniego roku, rozliczeniami i postanowieniami. Lubię je czytać, myślałam o napisaniu takiego i przypomniał mi się ten tag z zeszłego roku.
Odnalazłam ten zeszłoroczny post i postanowiłam odpowiedzieć na te same pytania.
Jaki był 2014?
Dominujące uczucie na 2015 r.?
Oby spokój. Precz ze stresem i zamartwianiem się. Mam tego dosyć, muszę coś zrobić ze stresem zanim on zrobi coś ze mną.
Na fali szczęścia i ekscytacji ( jest się z czego cieszyć mamrotał Mężblogerki, więcej miejsc byś mogła zostawiać kasę:) zastanawiam się jakich marek kosmetycznych jeszcze mi w Polsce brakuje.
Bardzo czekam na pojawienie się Narsa, Chantecaille, Paul & Joe Beaute , Lash, Soap & Glorry , Tarte, Physicians Formula, Demeter, Burt's Bees.
No właśnie oto moje pytanie do was
Jakich marek kosmetycznych brakuje wam w Polsce i czemu?
Gdzie nie spojrzę uśmiechają się do mnie dynie. Na targu dyniowe szaleństwo, w warzywniaku w rogu siedzą tak duże jak karoca kopciuszka, w menu knajpy do której wpadam na spotkanie nic innego jak dynia. No i w mojej kuchni, w moich garach piękny pomarańczowy-dyniowy smak.
Robię dwie zupy z dyni. Tą nazywam orientalną ze względu na mleko kokosowe i imbir:)
Zwykle kupuję dynię hokkaido, bo szybko się piecze, jest smaczna, łatwo odchodzi po upieczeniu skórka, a i ze skórką też można ją jeść.
Pyszna zupa z dyni:
Składniki:
1 średnia dynia
kawałek imbiru ok 3-4 cm
2 spore cebule
2 duże ząbki czosnku
1 spory ziemniak
1/2 paczki mrożonej krojonej włoszczyzny lub ulubiona świeża ( można bez, ale ja przemycam warzywa:)
1 puszka mleka kokosowego
2 łyżeczki czerwonej pasty curry
odrobina chili do smaku
1 pomarańcza ( otarta skórka i wyciśnięty sok z 1/2 owocu)
1 łyżeczka koncentratu pomidorowego ( lekko zakwasza smak by nie była mdła)
Przygotowanie:
Umytą dynię kroję na pół, wydrążam pestki ( można je ususzyć) i potem kroję na kilka mniejszych kawałków ( nie za małe)
Pokrojoną dynię piekę w ok 180-200 C ok 12 minut.
W czasie gdy dynia się piecze:
Pokrojoną cebulę smażę na złoto, pod koniec dodaję starty imbir, czosnek, chili i 2 łyżeczki pasty curry. To baza zupy.
Bazę wkładam do garnka na zupę, zalewam wodą ( mniej więcej połowę garnka) wrzucam włoszczyznę i pokrojonego ziemniaka. Sól, pieprz do smaku. Gotuję. Dodaję upieczoną dynię, która łatwo odchodzi od skórki. Gouję ok 10 minut. Na koniec wlewam mleko kokosowe i sok z 1/2 pomarańczy, plus skórka starta z pomarańczy i łyżeczka koncentratu pomidorowego. Zagotowuję.
Na koniec miksuję blenderem na gładką, pomarańczową masę. Podaję z grzankami z bagietki lub pestkami uprażonymi dyni i kapką jogurtu greckiego.
Jest aromatyczna, rozgrzewająca, ciut pikantna.
Znika błyskawicznie z garnka.
To mój przepis, który powstał z kilku różnych przepisów robiony metodą prób i błędów.
Ten smak z nutą imbiru i pomarańczy, lubią moi domownicy w chłodne, jesienne dni. A gdy wyjmuję zamrożoną, upieczoną jesienią dynię ( na zapas:) to i w zimowe mrozy.
A jakie są wasze ulubione przepisy z dynią w roli głównej?
Trwa Mundial, popołudniami za oknem niesie się dzwięk podkręconych telewizorów wyjących: goooool. Panowie wykupują piwo i przekąski i znikają z ulic w godzinach transmisji by okupować telewizory. Wkurzające? Odrobinkę.
Co zrobić gdy masz w domu prawdziwego kibica, a sama nie lubisz piłki nożnej?
Nie denerwuj się, nie zagaduj go, odpuść. Niech się nacieszy, facet też człowiek i ma prawo do swoich przyjemności:)
Możesz być aniołem, który podszykował coś dobrego, szepnął, że zimne piwo jest w lodówce i zniknął z pokoju by:
1. Poruszaj się - 90 minut meczu to :
ok 816 kalorii spalonych podczas jazdy na rowerze
ok. 636 kalorii spalonych na basenie pływając stylem klasycznym
ok. 800 kalorii bieganie
2. Umów się z koleżankami na ploteczki i coś dobrego
kawa latte bez syropu ok 182 kcal
piwo (0,3 l) = ok. 230 kcal
pizza z pieczarkami i szynką o średnicy 40cm ma około 2916 kcal
3. Poczytaj
polecam nowości
Stephen King Pan Mercedes wyd. Albatros
Emerytowany detektyw wraz z dwójką sprzymierzeńców próbuje powstrzymać psychopatycznego mordercę, który zamierza zabić tysiące osób. "Pan Mercedes" to debiut Stephena Kinga w gatunku kryminału detektywistycznego hardboiled.
Mroźny świt w spokojnym miasteczku na Środkowym Zachodzie. Setki zdesperowanych bezrobotnych stoją w kolejce na targi pracy. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, samotny kierowca w kradzionym mercedesie wpada w tłum. Wycofuje się i uderza ponownie. Ginie osiem osób, a piętnaście zostaje rannych. Mężczyzna ucieka w miejsca wypadku. Brady Hartfield mieszka w rodzinnym domu ze swoją uzależnioną od alkoholu matką. Pokochał dotyk śmierci pod kołami mercedesa i chce znów go poczuć. Jeśli kolejna misja Brady'ego się powiedzie, tysiące osób stracą życie. Jedynie Bill Hodges, były policjant popadający w apatię na emeryturze, może zapobiec tragedii. Czy odnajdzie zabójcę ukrywającego się pod pseudonimem Pan Mercedes?
Jestem w połowie książki , wciąga od pierwszej strony. Polecam
Nicholas Sparks Najdłuższa podróż wyd. Albatros
Wciągająca książka amerykańskiego mistrza powieści obyczajowych.
"Najdłuższa podróż" to opowieść o miłości i śmierci, fascynująca wyprawa
do najbardziej sekretnych zakątków ludzkiego serca... Jest zima 2011
roku. Dziewięćdziesięciojednoletni, schorowany Ira Levinson jedzie
samochodem w śnieżny, mroźny dzień. Dochodzi do wypadku i staruszek
zostaje uwięziony we wraku auta. Czekając na pomoc, wyziębiony i ranny,
wspomina swoje życie. Opowiada o trudnych czasach wojny, o radościach i
smutkach dnia codziennego, o marzeniach, tych spełnionych i tych, które
nigdy nie doczekały się spełnienia. Przede wszystkim jednak wraca
pamięcią do dni spędzonych z ukochaną żoną Ruth. To właśnie duch zmarłej
przed dziewięcioma laty Ruth towarzyszy mu w trakcie tej ostatniej
podróży, nakłaniając do dalszych wspomnień, dodając sił i przekonując,
że jego czas jeszcze nie nadszedł.
Równocześnie z historią Iry
poznajemy losy Sophii, studentki ostatniego roku historii sztuki.
Dziewczyna próbuje pozbierać się po burzliwym związku z niewiernym,
awanturniczym Brianem. Pozna Luke'a, ujeżdżacza byków, który po ciężkim
wypadku zamierza wrócić na arenę, by ocalić od ruiny rodzinne ranczo.
Uczucie, które połączy tych dwoje nie będzie łatwe, zostanie też
wystawione na ciężką próbę z powodu tajemnicy, którą skrywa Luke...
Historie Iry i Ruth, Sophii i Luke'a zbiegają się w najmniej oczekiwanym
momencie, czyniąc z "Najdłuższej podróży" lekturę, od której nie sposób
się oderwać.
Terry Pratchet Para w ruch wyd. Prószyński
Ku zaskoczeniu Patrycjusza, lorda Vetinariego, w Ankh-Morpork pojawia
się nowy wynalazek – wielka i hałaśliwa machina, wykorzystująca potęgę
wszystkich czterech żywiołów: ziemi, powietrza, ognia i wody. A że to
Ankh-Morpork, już wkrótce ściąga tłumy zachwyconych gapiów; niektórzy
wcześniej dostrzegli ducha czasów i przybywają uzbrojeni w notesy i
płaszcze przeciwdeszczowe.
Moist von Lipwig nie należy do miłośników ciężkiej pracy. Oczywiście,
kierując Urzędem Pocztowym, Królewskim Bankiem i Mennicą wnosi swój
wkład, ale polega on głównie na słowach. A słowa na szczęście nie są
zbyt ciężkie i rzadko wymagają smarowania. Jednakże Moist bardzo lubi
pozostawać przy życiu, co sprawia, że nowa oferta Vetinariego jest
trudna do odrzucenia...
Para idzie w ruch nad światem Dysku, a jej poganiaczem jest pan Simnel,
człowiek z kaszkietem i suwakiem logarytmicznym, mający ciekawy układ z
sinusem i cosinusem. Jeśli Moist chce się utrzymać na torze, musi się
zmierzyć z wiadrami smaru, człowiekiem, który niekiedy zrzuca
pracowników ze schodów, i grupą mocno rozgniewanych krasnoludów...
Liane Moriarty Sekret mojego mężą wyd. Prószyński
Najdroższa Cecilio! Jeśli czytasz ten list, to znaczy, że nie żyję.
Wyobraź sobie, że twój mąż napisał do ciebie list, który ma zostać
otwarty dopiero po jego śmierci. List, który skrywa jego najmroczniejszy
sekret – tajemnicę mogącą zniszczyć nie tylko życie, które budowaliście
we dwoje, ale też życie innych ludzi. A potem wyobraź sobie, że
natykasz się na ten list, kiedy twój mąż wciąż jest cały i zdrowy…
Cecilia Fitzpatrick osiągnęła wszystko, o czym można zamarzyć – jest
rzutką bizneswoman, podporą lokalnej społeczności, oddaną żoną i matką.
Jej życie jest równie uporządkowane i nieskazitelne jak jej dom. Jednak
ten list odmieni wszystko, nie tylko w jej przypadku: Rachel i Tess
ledwie ją znają, a jednak również odczują dramatyczne następstwa
tajemnicy jej męża.
Na ile jesteśmy w stanie poznać naszych najbliższych? Jak dobrze tak
naprawdę znamy siebie samych? Jakie konsekwencje mogą za sobą pociągnąć
nasze tajemnice i czy ich dochowywanie jest zawsze słuszne?
4. Odkurz swoje hobby
Ja wyszywam krzyżykiem, mało co tak mnie odpręża, a co ty lubisz robić?
5. Wybierz się na zakupy. Sezon wyprzedaży właśnie się zaczyna.
Proponuję Soundtrack z doskonałego filmu Sierpień w Osage County wyd. Sony Music Poland gdzie obecnie najgorętsze nazwisko świata filmu czyli boski Benedict Cumberbatch słodko śpiewa
A jeśli nie da się pokonać wroga, to można do niego przyłączyć, dosiąść się do niego i razem obejrzeć mecz, w końcu to proste reguły, a na boisku ganiają przystojni, spoceni faceci, którzy na koniec często zdejmują koszulki:)
Masz inne pomysły na przetrwanie Mundialu to podaj je koniecznie w komentarzach.
Przeczytałam dziś gdzieś na forum, wypowiedz Pana o umalowanych dziewczynach. Nawet nie chce na nie patrzeć, że to ohyda, zło i tony pudru, że tylko naturalne panie nadają się do oglądania i jak rozumiem podrywania. A reszta to koszmarki zmalowane, zamalowane , ukrywające nie wiem jaką twarz.
Kobiety malują się od zawsze. Przez wieki makijaż był różnie postrzegany i bardzo się zmieniał. Teraz możemy wszystko i korzystamy z tego. Czy to dobrze? Myślę, że tak.
I tak się zastanowiłam nad swoim makijażem.
Maluję się, bo lubię
Maluję się, bo mogę
Maluję się, bo dodaje mi to pewności siebie
Maluję się, bo wyglądam ładniej w makijażu
Maluję się, bo umiem
Maluję się, bo mnie to uszczęśliwia
Maluję się, bo uwielbiam kosmetyki do makijażu
Czy to się komuś podoba czy nie, nie obchodzi mnie to , bo jak pisał Mistrz w Wiedźminie:
Zwykle moja sobota jest przepełniona sprzątaniem, ogarnianiem, gotowaniem, zakupami, załatwianiem spraw wszelkich.
Dziś nic z tego, za dużo ciekawych rzeczy dzieje się w moim mieście, więc uwinęłam się z wszystkim w piątek( botwinka na dwa dni) i dziś lecę w świat:
-Mustache Yard Sale w PKIN.
Prace młodych artystów, ciekawych, niszowych marek. Wszystko od ciuchów, buterii, porcelany, torebek po deskorolki i meble. Kupi nie kupić wybrać się warto. Ja wychodzę jak tylko skończę tego posta:)
A potem prosto w ramiona Nocy Muzeów. To wydarzenie jedyne w swoim rodzaju, kto nie stał w kolejce do czołgu w Muzeum Wojska Polskiego pośród rozbawionych dzieci i ludzi w mundurach z epoki to tego nie zrozumie:) Jedyne fajne kolejki w moim życiu.
Wybieram się na ASP, do Muzeum Azji i Pacyfiku i sama jeszcze nie wiem gdzie.
Warto zapoznać się z programem Nocy Muzeów w waszym mieście, może was zaskoczyć zupełnie nieznanym obliczem.
Pogoda tylko marna, więc ubrać odpowiednio się trzeba.
No i nie byłabym sobą gdybym nie pomyślała o makijażu nie do zdrarcia:
-podkład Dr Irena Eris Provoke Lift fluid
- na oku eyeliner Bobbi Brown
- matowa czerwień Bourjois Rouge Edition Velvet nr 03 na ustach,
- tusz wodoodporny Diora Diorshow Iconic Overcurl
- bronzer w sztyfcie Deborah Bronze Perfect Highlighting Stick na policzku.
Dziś piątek, więc ten prosty przepis na zdrową i pyszną sałatkę z rybą pasuje idealnie.
Nie pamiętam gdzie jadłam ją pierwszy raz, ale przypomniałam sobie o niej gdy późno wieczorem wpadłam do Przegryź razem z Przyjacióką, obie wściekle głodne, a kuchnia już była zamknięta i miła kelnerka zaproponowała nam tylko sałatki.
Ta była pyszna.
Jest też raczej nisko kaloryczna, więc nadaje się dla tych na diecie.
Przygotuj
garść młodego szpinaku ( umytego)
małe opakownie wędzonego łososia
zielony ogórek ( czyli świeży nie kiszony)
łyżeczka kaparów
natka pietruszki ( do smaku)
żółty ser najlepiej twardy, dojrzewający ja lubię Bursztyn
dressing
oliwa
cytryna
tzw polewa gourmet z figami czyli gęsty ocet balsamiczny ( można użyć zwykłego lub go zredukować)
wszystko wyłóż na talarz, łososia na wierzchu skrop cytryną, na to odrobina sera, polej oliwą i balsamico, dodaj sól i pieprz do smaku
Czerwony, serduszkowy, kwiatkowy i misiaczkowy alarm przetacza się dziś przez świat.
fot. bransoletka Bydziubeka
W sumie nie mam nic przeciwko. Każda okazja do okazania uczucia i sprawienia przyjemności jest dobra, byle tylko nie ograniczać się wyłącznie do 14 lutego i tandetnego serduszka prosto z Chin.
Ja obchodzę Walentynki, mój mąż twierdzi, że nie obchodzi, ale zawsze chce sprawić mi przyjemność. To miłe. I chociaż w ten dzień zwyczajowo nie wychodzimy na miasto na randkę, bo jak mówi mąż w Walentynki jest za duże obłożenie w knajpach i obniżony standard ,bo zakochani i tak wszystko łykną, zorganizujemy sobie miły wieczór w domu.
Mój plan na dziś to:
dobra kolacja, film ( Wesele w Sorrento z Piercem Brosnanem, film kupiłam z Twoim stylem wczoraj), mały podarek, zapachowa świeca z Pat & Rub. Będzie miło i oto chodzi.
I myślę, że można sobie zrobić te nieszczęsne Walentynki nie tylko z mężem, ukochanym , chłopakiem , ale i z przyjaciółkami, mamą, a nawet samej sobie.
Uroczy wieczór w domu lub wycisk na siłowni lub basenie, spacer, kino, godzinka na czytanie wieczorem, co kto lubi i na co ma ochotę.
Byle by tylko bez goryczy i poczucia samotności, bez niechęci do tego Świętego od Zakochanych, a niech im się tam święci na różowo , nawet jeśli jedyne co nam towarzyszy to pudełko lodów, bo nie wiadomo czy w następne Walentynki ten deser ostatniej szansy, nie zamieni się w uścisk kochającej osoby :)
Postanowiłam obchodzić też Beltane 30 kwietnia, dobrego nigdy za wiele no i to bardziej taka nasza tradycja, prawda?
Przez połowę życia byłam bardzo szczupła przez drugą wręcz przeciwnie. Więc wiem jak to jest być po obu stronach.
Wczoraj spotkałam się z dawno niewidzianą koleżanką, która nie tylko jest idealnie szczupłą wegetarianką i trenuje od lat jogę, ale jest też super miła, więc na wstępie powiedziała mi, że ładnie wyglądam.
Uświadomiłam sobie, że usłyszałam ten przemiły komplement po raz pierwszy od baaaaaardzo długiego czasu.
I zrobiło mi się jednocześnie miło i smutno. Po raz nie wiem, który pomyślałam, że jeśli masz nadwagę masz przekichane.
Dlaczego?
- niszczysz sobie zdrowie. Możesz załapać się na nadciśnienie i inne schorzenia. No i wyglądasz grubo.
- nikt nigdy nie powie ci, że ładnie wyglądasz . Ludzie zakładają, że jak jesteś gruba to nawet gdy wyglądasz jak najpiękniejsza wersja samej siebie, nikt nie powie ci komplemetu, bo nadal jesteś gruba ergo nie możesz wyglądać ładnie
- ciuchy to problem. Fajne rzeczy kończą sie na rozmiarze, który możesz ewentualnie dopiąć na głębokim wdechu o ile wogóle. Reszta ciuchów w sklepach w dużych rozmiarach to paskudne worki, szyte bez sensu fasony, których okrągła kobieta powinna unikać no i te poprzeczne paski, fuj.
- masz tonę dodatków, torebek butów i szali bo za Chiny nie kupisz sobie nic ładnego - patrz punkt wyżej
- powinnaś się ruszać, chodzić na basen, siłownię lub biegać. Acha, jasne większość grubych dziewczyn wstydzi się iść tam gdzie ćwiczą boginie fitnessu w swoch obcisłych strojach. To głupie, ale tak jest
- gdy ludzie widzą grubą dziewczynę z fajnym facetem pytają co on w niej widzi. Jasne, bo wnętrze się nie liczy i czy nie słyszeliście o Rubensie? :)
- jeśli usłuszałaś kiedykolwiek tekst: jaka szkoda, że masz taką ładną twarz przy tej figurze, wiesz co mam na myśli
- jedzenie nie jest twoim przyjacielem, to podstepny wróg gorszy niż alkohol czy papierosy ( inne uzależnienia) bo jest dostepny pod ręką i musisz jeść codziennie by żyć ( pić, palić czy brać dragi nie musisz) ergo to trudne uzależnienie do kontrolowania
- masz kompleksy jak stąd na koniec świata i jeszcze dalej, masz też rozstępy, cellulit i wieczne poczucie winy
-wszyscy, którzy mówią weź się za siebie i schudnij niech spadają, gdyby to było takie proste nikt nie byłby gruby, po za tym już i tak próbowałaś wszystkiego, prawda?
- gruba nie znaczy brzydka, nie to ładne co ładne, ale to co się podoba i inne bzdury, patrz punkty powyżej
Jeżdziłam do Gdańska regularnie przez całe lata, gdy mieszkała tam moje przyjaciółka, zapomniałam jak lubię to miasto, jakie jest piękne.
W weekend przypomniałam sobie o tym jako uczestniczka Blog Forum Gdańsk czyli #bfgdansk ( hashtag, którego używałam namiętnie wrzucając zdjęcia na Instagram)
To mój pierwszy raz na tak dużym i poważnym zlocie blogerów, do tej pory spotykałam się tylko z kilkoma blogerkami z naszego małego, kolorowego, kosmetycznego światka .
Co blogerka kosmetyczna robiła pośród gwiazd blogosfery i blogerów z blogów o tematyce wszelkiej?
Rozmawiałam, słuchałam , ogądałam i zanurzałam się po uszy w atmosferę bratestwa, przyaźni i pasji jaka panowała w klubie B90 na terenie gdańskiej stoczni. Razem z moją wypchaną kosmetyczką udało mi się nawet pomalować kilka blogerek ( pozdrawiam:)
Bardzo dobra organizacja tego wydarzenia, prowadzonego z wdziękiem i na luzie, a jednocześnie skutecznie i profesjonalnie, pokazała, że blogerzy mogą i potrafią poważnie i odpowiedzialnie wpływać swoim pisaniem, blogowaniem na swoich czytelników i na świat. Tej idei był poświęcony tegoroczny zlot: bloger-człowiek-obywatel -pasjonat i świadomy społecznie twórca.
Pierwszy wyszedł na scenę świetny facet, autor bloga www.tajget.plŁukasz Garczewski i sprawił, że sala chłonęła jego słowa o życiu osób niepełnosprawnych wokół nas, tematyka ta jest bardzo bliska mojemu sercu, więc z przyjemnością rozmawiałam z nim po jego wystąpieniu. Musicie zajrzeć na jego bloga, ma on dar pisania o rzeczach ważnych lekko i z przytupem.
Osoba, której wystąpienie wycisnęło łzy z pod moich umalowanych rzęs, to niesamowita kobieta Agnieszka Kaluga z bloga www.zorkownia.blogspot.com pisząca bloga z hospicjum i zmieniająca świat z każdym swoim słowem i działaniem w lepsze, piękniejsze miejsce. Blogowanie o kwestiach wielkich, to trzeba umieć moi drodzy.
Widok sędziwego zakonnika na scenie po dwóch poprzednich wystąpieniach już mnie nie zaskoczył, Ojciec Leon Knabit z www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/category/blog-ojca-leona to bloger jakiego się nie spodziewałam, podobnie jak Jurek Owsiak, który bynajmniej nie z blogowaniem mi się kojarzy, a którego pełne żaru i żartu przemówienie wywołało owację na stojąco.
Co się działo jeszcze? Piliśmy morze kawy, jedliśmy i gadaliśmy, gadaliśmy, gadaliśmy.
Grzały się aparaty w smartfonach i tabletach, drukarka wypluwała setki zdęć w tym i moje focie, ludzie bratali się, poznawali i dyskutowali, bawili się i wymieniali doświadczeniami.
Rozmowy zaczynały się od : .....ooo czytam cię, lub znam cię, aż po łapanie się za identyfikatory z nazwami blogów i nazwiskami aby powiedzeć: zajrzę do ciebie. To ta najfajniejsza dla mnie część.
Z rzeczy praktycznych , przydatnych w blogowaniu było wystąpienie Katarzyny Szpor zastępcy dyrektora zrządzającego Natemat.pl o biznesie i relacjach biznes bloger ( czego nie robić, a co i owszem) czy spotkanie z czytelnikami i ich punkt widzenia naszych wpisów.
Do tego blogerskie bieganie ( nie biegałam), koncert jazzowy i impreza blogerka ( byłam i dobrze się bawiłam) a w międzyczasie miasto, jego uroki w tym te kulinarne, miłe blogerskie współmieszkanie z dziewczynami z bloga www.dlabab.com ( buzka kochane)
Wyrwałam się nawet na małe wagry do Spotu by zobaczyć morze jesienią.
Wracałam z głową pełną wrażeń, ipadem zdjęć i chęcią na wyjazd w przyszłym roku, bo tego czym jest Blog Forum Gdańsk nie można przegapić, ani opisać, trzeba tam być.